sobota, 26 września 2015

Rozdział 2

Ludzie mówią ,że zemsta jest dla słabych... więc mów mi słabeuszu.


Byłam strasznie zestresowana... w końcu nie każdy w swoje siedemnaste urodziny dowiaduję się ,że ludzie którzy go wychowali nie są jego prawdziwymi rodzicami. Nie wiem czemu ale cieszyłam się trochę wiedząc ,że jestem czarownicą czystej krwi. Ale zastanawiał mnie fakt jacy są ludzie którzy sprawili ,że istnieje. Nie wiem czego mogę się spodziewać po ludziach którzy oddali własne dziecko do mugoli których nie znali.. Lub też Czy mieli jakiś powód ,żeby to zrobić?
Przebrałam się w:

Chciałam mimo wszystko zrobić wrażenie na moich rodzicach.Miałam wielką nadzieję ,że to nie jakieś straszne snoby.
Jaki był mój smutek kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.... moi prawdziwi rodzice byli bardziej zimni niż rodzice samego Malfoya ojciec ubrany w czarny garnitur z białą koszulą i zielonym krawatem prezentował się dość.. jakby to powiedzieć... Ślizgońsko ,a matka ... no cóż zielona suknia do ziemi sprawiała wrażenie.. jakie sprawiała wrażenie?! Ona po prostu była droga jak cholera! A mimo wszystko i tak miałam nadzieję ,że to tylko pozory i tak naprawdę są bardzo miłymi i ciepłymi ludźmi. Nic bardziej mylnego.
- Czy moglibyśmy odebrać naszą córkę?- Zapytał zimnym wypranym z emocji głosem mój ojciec.
- Tak za chwilkę. Hermiś !!! - Schodziłam po schodach ,a mimo to czułam się jak towar na półce który moi prawdziwi rodzice oglądają i zastanawiają się czy kupić czy nie kupić.
- Bardzo mi miło cię spotkać Hermiono czekaliśmy z twoją matką długo na ten dzień..- Pierwszy powiedział mój ojciec ,ale widziałam jak z odrazą patrzy na kolor mojej sukienki. Ktoś chyba nie lubi Gryffindoru.
- Niestety nie mogę powiedzieć tego samego bo dopiero dzisiaj dowiedziałam się o waszym istnieniu. Ale mi również miło państwo poznać.- Powiedziałam i uważam ,że mogłabym być dobrą aktorką.
- Twoi opiekunowie powiedzieli ci ,że od dzisiaj będziesz mieszkała z nami?- powiedział a ja zrozumiałam ,że od wejścia tutaj moi opiekunowie są ignorowani więc ,żeby go trochę wkurzyć odpowiedziałam mu z uśmiechem:
- Moi rodzice powiedzieli mi o tym wszystkim mało. Wiem że mam się dzisiaj wyprowadzić do was i to że jestem czystej krwi. Nie znam nawet waszych imion oraz nazwisk.
- Ja jestem William Silver ,a to moja żona Kathreen Riddle Silver ? 
- Riddle!?
- Tak jestem siostrą Toma Riddle'a zwanego również Voldemortem..
- Wy sobie ze mnie jaja robicie?!
- Wyrażaj się młoda damo!
- Nie mów do mnie jakbyś była moją matką, ty nią nigdy nie byłaś!!
- A kto nią był? Ta nieszczęsna mugolka?- powiedziała z nutą irytacji w głosie.
- Tak i zawsze nią będzie! Nigdzie z wami nie pójdę!
- Tak? To gdzie pójdziesz? 
- Zostanę z nimi! Moimi prawdziwymi rodzicami- Krzyczałam przez łzy. I nagle z różdżki mojej "matki" poleciały dwa zielone światła ,a ludzie którzy mnie wychowali spadli jak kłody na ziemię.
- Powtórz z kim zostaniesz? - powiedziała zdenerwowana matka.
- Kate musimy iść bo Ministerstwo nas namierzy.- Powiedział mój ojciec ,a ja leżałam przed martwymi ciałami moich rodziców ,ale nie tych którzy sprawili ,że żyję. Lecz tych którzy mnie wychowali i nauczyli miłości . Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za ramię i teleportujemy się ale mnie to już nie obchodziło. Ja marzyłam o tym ,żeby ci ludzie zapłacili za to co zrobili ,nie... oni zapłacą za to co zrobili..

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział dedykuję Andei Ceruleo Za pierwszy komentarz na tym blogu i mam nadzieję że spodoba się jej ten rozdział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz